Zieleń w mieście cz. 10

Można by to osiągnąć tylko w ten sposób, żeby się na obwodzie miasta sadziło pierścień leśny o szerokości jednego lub kilku nawet kilometrów, a więc pas zieleni naokoło miasta. Wówczas niezliczone zastępy mieszkańców, a zwłaszcza biedniejsze warstwy ludności podmiejskiej, mogłyby wydostawać się w krótkim czasie i we wszystkich kierunkach ulicami promieniowymi na pas zieleni. W cienistych gajach i na trawnikach znajdowałyby wypoczynek na świeżym powietrzu. Stosownie do swych środków mogłyby pielęgnować i poprawiać zdrowie, używając zimnych kąpiel bezpłatnych, kąpiel słonecznych i powietrznych, w zabawach ludowych i sportach wszelkiego rodzaju szukać rozweselenia z całą swobodą.

Takie pierścienie zieleni służyłyby nie tylko do wytchnienia i rozrywki mieszkańców miast, lecz zapobiegałyby także zbyt gęstemu zabudowywaniu obszaru miejskiego, tworzyłyby obfite zbiorniki powietrza, a wreszcie przyczyniałyby się znacznie do upiększenia miast.

Pas taki naokoło miasta przerywałby wprawdzie zabudowanie miast, lecz bynajmniej nie byłby przeszkodą do ich rozszerzania się, jaką były dawne warownie, gdyż zaraz poza pasem mogłyby powstawać dalsze budowle. Nowo tam powstające dzielnice mogłyby tak samo korzystać z dobrodziejstw pasa, jak wewnętrzne.