Zieleń w mieście cz. 2

To odnosi się do wszystkich sfer ludności, szczególnie zaś do tych klas, które nie są w tak szczęśliwym położeniu, by posiadały w mieście czy w pobliżu ogrody, lub mogły wyjeżdżać na wieś; odnosi się do tych, którzy w czasach upału nie mogą udawać się na letniska albo nad morze, a więc do mniej zamożnej, pracującej części ludności, która jak rok długi musi przebywać między murami miasta i ciężko pracować na chleb powszedni, a która przecież także potrzebuje wytchnienia i rozrywki na świeżym powietrzu.

Dawniej, kiedy miasta miały jeszcze małe rozmiary, a otaczały je pola, łąki, lasy lub winnice, kiedy zabudowanie było jeszcze rzadkie i wewnątrz miasta przy domach dość jeszcze było ogrodów prywatnych, łatwo było po pracy w niedzielę lub święta, w gorące dni letnie wyjść w pokrzepiającą i odświeżającą naturę.

Obecnie inaczej. Miasta z przedmieściami i gminami podmiejskimi rozrastają się olbrzymio. Zabudowuje się wszelkie wolne przestrzenie, nawet ogrody. Krótko mówiąc wszędzie domy i domy i bezustanne tępienie zieleni.